• Wędrówką życie jest człowieka...

    Jedną nogą w Polsce: czy warto sprowadzać do Norwegii całą rodzinę?



    Jakie jest największe marzenie emigranta? Sprowadzić do siebie najbliższych. Czy zawsze to najlepsze wyjście? Przeprowadzka całej rodziny do innego kraju niesie za sobą szereg konsekwencji, które na początku nie wydają się istotne. Dlatego warto przyjrzeć się historiom ludzi, którzy zdecydowali się na taki krok.
    Ile historii, tyle zdań – każdy z nas jest inny i trudno wszystkich włożyć do jednego worka. Złoty środek nie istnieje. Dlatego nie można oceniać i podglądać życia innych. Scenariusze, które poznacie, są Wam bardzo dobrze znane, bo napisało je życie.

    „Odliczam dni do powrotu. Żona myśli podobnie

    – Trudne pytanie – tak zaczyna swoją opowieść Marek, który mieszka w Larviku od 11 lat. – Przyleciałem sam. Po kilku miesiącach tak bardzo tęskniłem za żoną i synem, że zdecydowałem się sprowadzić ich do Norwegii. Pierwsze miesiące były cudowne. Moją żonę zachwyciła przyroda. Potrafiła całymi dniami chodzić na spacery. To była wiosna. Pamiętam, że była bardzo szczęśliwa. Podjęła decyzję, że zostaje i uczy się języka. Po półtora roku zdała egzaminy państwowe, a syn zaczął podstawówkę. Żona jednak nie mogła, pomimo znajomości języka, znaleźć pracy zgodnej z jej wykształceniem, które uzyskała w Polsce. Pracowała wiele lat jako kierownik oddziału w banku. Jest ekonomistką. Tu na początku sprzątała, a potem dostała zastępstwo na kantynie. Liczyła, że już tam zostanie, ale niestety po kilku miesiącach znów wróciła na stare stanowisko, co bardzo ją podłamało. Może, gdyby dała sobie więcej czasu albo gdybyśmy się przenieśli do większego miasta, byłoby inaczej? Teraz od siedmiu lat mieszka w Polsce, a ja tu. Nie dała rady. Depresja, jaka ją dopadła, była silniejsza. Najbardziej na takim układzie cierpi syn, który pozbawiony jest ojca, bo ja na odległość niewiele mogę. Nie oszukujmy się, nie da się wychowywać dziecka poprzez Skype, a wakacje nie nadrobią straconego roku. Zresztą, co tu dużo mówić – dodaje na sam koniec wyraźnie zasmucony – my jesteśmy już takim małżeństwem na odległość, nie umiemy ze sobą żyć razem. Pierwsze dwa tygodnie są cudownie, a potem ja już odliczam dni do powrotu. Jestem przekonany, że żona myśli podobnie, pomimo tego, że nic nie mówi.

    Razem budować przyszłość w Norwegii

    Takich osób jak Marek jest wiele. Czytaj więcej...

    Tekst ukazał się na łamach Moja Norwegia w dniu 1.5.2016


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!