• Wędrówką życie jest człowieka...

    Solidarność na obczyźnie



    Solidarność na obczyźnie to szeroki temat. Ciężko w kilku zdaniach opowiedzieć, czym jest. W USA na Florydzie wszystko było łatwiejsze. Z dwóch prostych powodów. Świeciło non stop słońce, więc ludzie chcąc nie chcąc byli uśmiechnięci, a dwa było daleko do ojczyzny i każdy przejaw polskości był mile widziany, ba! Wręcz pożądany. Nikt nie wracał. Nie odkładał. Dom był tu, a nie tam, choć w sercu orzełek często wiercił się i przypominał o korzeniach, wspomnieniach i wszystkim co dobre po drugiej stronie oceanu.

    W Bergen jest inaczej. Tu pada i deszcz jest tematem przewodnim. To z niego bierze się niechęć do wszystkiego. Są niemniej takie dni, kiedy słońce świeci i wszystko widzimy w jasnych kolorach. Zapominamy o szarości, wilgoci i posępnych twarzach. Na chwilę, bo potem znów jest ta mokra egzystencja, która zabija chęci do czegokolwiek i zapominamy o świecie obok nas. A on jest. Na przekór. Widzimy tylko spływające krople na szybach, które stają się naszą karmą. Karą za grzechy. A ich mamy dużo, choć nie zawsze się do tego przyznajemy.

    Pierwszym z nich jest zakłamanie. Drugim brak miłości do bliźniego. I tu powracamy do tematu solidarności na obczyźnie. W Bergen jest to jak jazda rollercoasterem. Nigdy nie wiadomo, jak nasza Polonia się zachowa. Bardzo chętnie wspieramy różnego rodzaju akcje charytatywne pomagające rodzinom, a w szczególności dzieciom w Polsce. Reszta to wielka niewiadoma.

    Tydzień temu odbyła się premiera sztuki, która jest dziełem polsko-norweskiego zespołu. Wczoraj dowiaduje się, że frekwencja na przedstawieniach jest mierna. I nie wierzę! Jak to? Jest nas tylu tutaj, że widownia powinna pękać w szwach. Nie ze względu na samo przedstawienie i jego walory, ale ze względu na solidarności z Polką, która tego dokonała! Ja podziwiam Dominikę za jej upór. Za walkę. Otworzyć prywatny teatr to nie lada sztuka. Może nas to nie interesować, bo teatr wymaga specyficznej i bardziej otwartej na sztukę widowni, ale nie powinniśmy pozostać obojętni - zwłaszcza rodziny z dziećmi. Wyjście do teatru może być jednym z elementów edukacji dzieci. Wyrabianiem w nich wrażliwości na sztukę.

    Classic Restaurant w Bergen, prowadzony przez rodaczkę. W niedziele serwowane są polskie obiady! 

    Wielu zarzuci mi, że jest to tekst reklamujący teatr. Nie jest. Nie mam w tym żadnego interesu, aby kogokolwiek reklamować. Sympatii do nich jednak nie ukrywam. Tak jak do Classic Restaurant. Uważam, że każdy polski akcent tu, w Bergen, jest dobrą rzeczą. Nie musimy od razu wszyscy lecieć na polski obiad, ale nie powinniśmy tego unikać. To, czy spotkamy się na herbatę czy piwo ze znajomymi tu, czy gdzie indziej nie ma tak naprawdę znaczenia, ale skoro możemy i mamy możliwość usiąść w miejscu prowadzonym przez Polaka, to dlaczego nie? Dlaczego z nudów nie pójść na mecz naszych siatkarzy i nie dopingować drużynę? To sposób, aby nas postrzegano jako zgraną i silną mniejszość narodową.

    "Greger Grinebiter" - to już druga produkcja Open Window Theatre w Bergen

    Sala ma około 50 miejsc. Po dwa przedstawienia w dwa weekendy. W sumie osiem razy. To zaledwie 400 biletów. Tylko i aż tak wiele. Odejmując norweską widownię, znacznie liczniejszą niż nasza polska, to może około 150 biletów. I co? Zainteresowanie niewielkie. Takie rzeczy mają miejsce tylko w Bergen!

    I tu kolejne nasze grzechy. Zazdrość. Lenistwo. Brak solidarności. Plotkarstwo. Obojętność...

    Nie rozumiem. Chcę, tłumaczę sobie na wszystkie sposoby, ale nie dociera do mnie, dlaczego tacy jesteśmy? A za oknem wychodzi słońce, oby wróżyło dobre zmiany!

    Mam nadzieje, że w innych miejscach jest inaczej... Marzę o tym, aby tu w Bergen Polacy stali się zjednoczoną i zintegrowaną mniejszością, wtedy egzystencja nie będzie upływać nam tylko na walce z depresyjną pogodą. Ona zejdzie na plan boczny, bo życie będzie upływać na budowaniu przyjaźni i solidaryzowaniu się z akcjami na rzecz Polonii, bo przecież każda próba zrobienia "czegoś" ma na celu poprawę naszego życia na obczyźnie.




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!