• Wędrówką życie jest człowieka...

    Świąteczne reminiscencje




























    Jak można odejść tak tuż przed Bożym Narodzeniem? Na zawsze zrujnować magię świąt. Niechcący, a jednak nieodwracalnie. Leżałam od miesięcy, dokładnie od września w wojskowym szpitalu. Właściwie od lat wszystko było nie tak.

    Najpierw w dniu komunii, pierwszej i świętej, wypadły mi włosy. Obudziłam się rano, a na poduszce leżały one. Nie założyłam wianka na łysą głowę i nie przyjęłam Jego ciała. Nie w tym dniu. W zamian rozpoczęłam maraton po miejskich szpitalach. Zaliczyłam jeden, drugi, trzeci, a do dnia poprzedzającego Wigilię 2014 roku nie było w Warszawie, ba, nawet w całym województwie takiego, w którym by mnie nie znali. I mojej mamy. Ona, powiem szczerze, nigdy nie poddała się. Walczyła do dnia ostatniego i walczy nadal, wspominając wszystkie dobre chwile, stojąc na cmentarzu pochylona nad moim grobem.

    Nie pozwala mi odejść. Zresztą ja wcale nie chcę. To już drugi rok, kiedy nie ma mnie fizycznie przy nich, ale czujemy swoją obecność. Ja egoistycznie nie pozwalam im o sobie zapomnieć. Jedyne czego sobie życzę, to radosnych, prawdziwie radosnych świąt. Bez cmentarza, świeczek i modlitw. Bez wyrzutów sumienia, gdy mnie się nie odwiedzi.

    Ja jestem. Leżę w tym samym miejscu. Mam czas i taki piękny pomnik. Jest wyrazem bólu połączonego z ogromną miłością. Wciąż zastanawiam się tylko, czy to zdjęcie jest potrzebne? Mniej współczucia byłoby bez niego. Byłabym anonimową dziewczyną. A tak mam śliczną twarz. Moje piękno przyciąga oburzonych przechodniów, którzy zauważają tę niesprawiedliwość. Taka młoda, powtarzają, kiwając głowami. Cóż... Mam tu młodsze od siebie koleżanki. I kolegę. Tuż obok mnie. Jego mama jest jeszcze bardziej nieznośna w swoim uporze do zachowania wspomnień i rozmyślania co by było, gdyby... To nie jest złe. Zła jest żałoba połączona ze złością. Cierpieniem. Lepiej wybaczyć sobie i Bogu. To nie była pomyłka. Narodziliśmy się z miłości i tak też odchodzimy.


    Przechodząc na drugą stronę zapomnieliśmy im powiedzieć, że my już nie czujemy bólu. Bólu, który towarzyszył w wędrówce za życia. I oni powinni sobie odpuścić. Pogrzeb w dzień przed Wigilią był trudny, ale na litość boską, są święta! Wybaczcie. Przecież sama sobie dnia na umieranie nie wybierałam. A święta są radosne. Marzy mi się gwar w moim rodzinnym domu. I mnóstwo prezentów pod choinką w postaci uśmiechów przy wspomnieniach. Radość przyniosłam Wam. Radość... I chcę nią być na zawsze. W sercach. Tylko wtedy będę szczęśliwa na wieki.





    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!