• Wędrówką życie jest człowieka...

    Emigracyjne kartki z kalendarza




















    Strzepnęła z jego ramion zwykły dzień jak z wełnianego palta płatki śniegu. Zima rozpieszczała błotem po kolana, miękkim i śliskim, że nie jeden wywinął orła. Tak jak ona, biegnąc do rozwrzeszczanego dziecka na szkolnym boisku. - Pewnie oberwał piłką - pomyślała i w duchu uśmiechnęła się, gdy ujrzała bujną blond czuprynę wystającą spod kurtki przeciwdeszczowej. - Dobrze ci tak mały nadęty potworze - zobaczymy czy teraz będziesz taki mądry. Mówiła sama do siebie, odczuwając dziką satysfakcję. Zawsze lubiła dzieci. Kochała swoją pracę w polonijnej szkole przy malutkim kościółku w Pompano Beach. Cieszyła się każdą sobotą, którą tam spędzała. Tyle, że to już było prawie osiem lat temu. 

    Teraz urocze dzieci z uśmiechem przyklejonym do twarzy jak słońce do bezgranicznie błękitnego nieba, zamieniła na norweskie, dzikie w swojej nieograniczonej swobodzie Trolle. Głośny, przedzierający na wskroś wrzask zamienił się w szyderczy śmiech, kiedy to ona lecąc z górki na ratunek (wszak dotarło do niej, że to tylko małe, zagubione w systemie dziecko) tuż przed nim padła jak długa. Błoto zasłoniło jej oczy, ale nie uszy i chichot dzieciaków sterczących nad nią jak sępy nad padliną doprowadzał ją do wrzenia. Cała w środku bulgotała. Leżała jak ropucha delektująca się kąpielą. - Nic - pomyślała. - Trzeba pokazać młodemu pokoleniu, co to jest klasa. Damą trzeba być w każdej sytuacji. 

    Wstała, otrzepała się i z uśmiechem, aczkolwiek łamanym norweskim, najłagodniej na świecie zapytała. - Nic ci nie jest? Dlaczego tak głośno płakałeś? Chłopak śmiejąc się jeszcze głośniej spojrzał na nią i burcząc pod nosem, że nic mu nie jest, pobiegł z kolegami dalej grać w piłkę. - To kara za to, że się cieszyłam z jego nieszczęścia! Karma wraca - przemknęło jej przez głowę, bo dzieciak już nie raz doprowadzał ją do szału. Nie tylko ją, bo niejednokrotnie słyszała, gdy nauczycielki rozmawiają między sobą o problemie nie do rozwiązania jaki stanowił. Głaskając po głowie, chwaląc każde dobre i rzadkie zachowanie, a nie zwracając uwagi na całą resztę, niestety nie odnosi się pożądanych efektów. 

    -----
    Strzepnęła z jego ramion zwykły dzień jak z wełnianego palta płatki śniegu, gdy tylko przekroczył próg domu. Uśmiechem otuliła jego zmęczone ruchy i wskazała ręką na stół. Często zastanawiała się, co bardziej go poniewiera - ta praca, czy monotonność i nuda z jaką przychodzi mu walczyć każdego dnia. Energię odzyskiwał jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, gdy jego żołądek napełnił się. Przeciągał się wtedy i zasypywał pytaniami. Strzelał nimi jak z karabinu maszynowego, nie czekając zbytnio, aby jego ofiara wyszeptała ostatnie słowo. - Dlaczego ze mną nie rozmawiacie? - irytował się. - Bo nie dajesz nam dojść do głosu - przekrzykiwały się dzieci. A ona ze ścierką w ręku, wycierając naczynia zastanawia się, gdzie się podziała ta dama w błotnistej sukience? Marzyła o tym, aby choć raz na jakiś czas ktoś z niej delikatnie ściągnął tę szarość dnia, odsłaniając skryte pragnienie ucieczki w nieznane.





    Przeczytaj wcześniejszą kartkę z kalendarza emigracji :)

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!